Bar mleczny - temat prawdziwie slow

Jeszcze kilka lat temu chodzenie do baru mlecznego było „obciachem” dla jednych lub koniecznością dla innych. Dziś jednak już nie wiele osób traktuje ten rodzaj barów jako pozostałość po PRL-owskiej kulturze gastronomicznej. Lunch w barze mlecznym jest „trendy” choć nadal nie przystoi prawdziwemu smakoszowi. Ale czy na pewno?

Bary mleczne nad którymi krążą jeszcze duchy skojarzeń z filmem „Miś” powstały tak naprawdę pod koniec XIX wieku. Pierwszy tego typu przybytek - "Mleczarnię Nadświdrzańską" - otworzył na warszawskim Nowym Świecie pewien ziemianin. Stanisław Dłużewski, hodowca bydła, w ten właśnie sposób postanowił zapewnić zbyt dla swojej produkcji. W latach dwudziestolecia międzywojennego koncepcja barów opartych na „daniach jarskich, mlecznych i mącznych” zdobyła popularność w całym kraju. Zrozumiałe, bowiem były one odpowiedzią na ogólnoświatowy kryzys. Stały się idealną odpowiedzią na "odpowiednie wykarmienie" społeczeństwa a ceny, skład i wielkość dań były regulowane specjalnymi rozporządzeniami ministerialnymi. Po wojnie nadszedł czas ogólnego upaństwowienia i zarządzanie barami mlecznymi objęło Społem. W latach 50-tych powstała kultowa dziś zastawa stołowa z niebieską obwódką i aluminiowe sztućce a w menu pojawiło się mięso i ...piwo. Wizerunek barów mlecznych z przełomu lat 70-tych i 80-tych ubiegłego wieku satyrycznie nakreślił we wspomnianym wcześniej filmie Stanisław Bareja. Po zmianach systemowych fast foody, „chińczyki” i kebabownie zajęły serca a raczej żołądki Polaków. 

W barach mlecznych bywa cały przekrój społeczeństwa. Decydują ceny ale też i smak bo możemy tam zjeść proste i popularne dania polskiej domowej kuchni. Wszystkie robione własnoręcznie, bez półproduktów czy "nieznanego pochodzenia". Jeśli w poniedziałek zostają ziemniaki to we wtorek będą kopytka. Pierogi ruskie w środę są bardziej ziemniaczane niż w czwartek bo lepiła je pani Hania a nie pani Jadzia. To nie fabryka. To prawdziwie „zbiorowe żywienie”. Niskie ceny utrzymują dzięki dotacjom państwowym, oszczędnym urządzeniu wnętrza i „kultowej” obsłudze. Mimo mało starannego wnętrza bary mleczne lepiej przechodzą kontrole sanepidu niż większość fast foodów. 

Niecała setka z 40 tysięcy barów mlecznych* ...tyle właśnie zostało ich w całym kraju 116 lat po otworzeniu pierwszego. Czy nie powinniśmy poważnie zastanowić się nad podjęciem działań w celu ochrony tego "gatunku" gastronomii bo przecież bary mleczne to nasz wynalazek. W wielu krajach z pieczołowitością podchodzi się do zabytków „kultury kulinarnej” dlaczego my nie mielibyśmy zrobić z barów mlecznych „flagowych okrętów turystyki” zwłaszcza, że znów mamy kryzys. Ogólnoświatowy. A poza tym warto oprzeć się na promocji jaką czytelnicy Guardiana zrobili barowi mlecznemu (Turystyczny na ulicy Szerokiej) w Gdańsku. W 2011 roku uznali go za najciekawsze miejsce na kulinarnej mapie Trójmiasta i jednym z najciekawszych w Polsce. Obok słynnych restauracji z Krakowa, Warszawy czy Wrocławia tak promowanych przez rodzimych krytyków kulinarnych. Tylko to wykorzystać...odpowiednio.

Swoją drogą na ulicy Nowy Świat 11 powinna zawisnąć tablica pamiątkowa Stanisława Dłużewskiego i jego "Mleczarni". Choćby na początek...

* (dane z lat 60-tych)

Ewa Tina Szafranowicz

Wróć

Zapisz się na nasz newsletter!